Poszukujesz pomocy?

Uwaga

Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności prawnej tytułem niewłaściwego zrozumienia materiałów zamieszczonych na tym portalu. Wszystkie informacje i porady mają charakter edukacyjny, a nie żadną formę leczenia. Artykuły nie mogą zastąpić wizyty u lekarza. Przed przystąpieniem do autoterapii należy skonsultować się ze specjalistą.

wtorek, 27 luty 2018 08:46

Seks przed- i pomałżeński

Napisał

"Kochać się", czy poczekać do ślubu?

Wiele osób w naszym kraju określa się jako wierzący, a nawet chrześcijanie-katolicy. Nie przeszkadza im to, jednak, postępować wbrew podstawowym zasadom, czy też, może, wnioskom etyki katolickiej, która głosi o potrzebie wstrzemięźliwości płciowej przed ślubem.

Nie jestem wyznania chrześcijańskiego, ale cenię etykę katolicką, jako że wyrasta ona na wspaniałej tradycji łacińskiej.

To nieprawda, że w Rzymie odbywały się powszechnie orgie, a w Grecji powszechny był np. homoseksualizm i w ogóle panseksualizm. Ale o tym wypada rozmawiać na zajęciach z historii.

Dla nas, jako osób podchodzących naukowo do zdrowia, czyli i w dużej mierze do życia, pojawia się istotne pytanie: dlaczego mamy poczekać ze współżyciem do ślubu? Czy nie jest to szkodliwe dla naszego organizmu?

Musimy, sądzę, w tym momencie napomknąć choćby na ważny temat. Temat, w którym, osobiście, z katolicką etyką się nie zgadzam, a chodzi o autoerotyzm. Nie da się, uważam, zrealizować bezpiecznie idei wstrzemięźliwości płciowej aż do ślubu, kiedy nie zna się eutoerotyzmu i nie osiągnęło się w nim dostatecznych sukcesów.

Autoerotyzm nazywany bywa przez środowiska kościelne "samogwałtem". Jak z takim pojęciem można zdrowo i obiektywnie podchodzić do tak ważnej kwestii?

Bez autoerotyzmu napięcie seksualne potrafi dokonać spustoszeń w psychice i ciele, dlatego wstrzemięźliwość jest wtedy tykającą bombą zegarową.

Z drugiej strony autoerotyzm uprawiany w związku z pornografią, niskiego, prymitywnego poziomu zasila te nawyki, które potem sprawiają, że stajemy się, często, niezdolni do zachowania przedmałżeńskiej cnoty.

Problem przypomina mi ideę wagi - musimy zrównoważyć życie autoerotyczne, wprowadzić w nie kulturę wyższą, zastąpić ordynarne treści pornograficzne erotyką i wyobraźnią.

Powróćmy jednak do naszego pytania: dlaczego mamy powstrzymywać się przed seksem do ślubu?

Pierwsza, i najważniejsza, sądzę, odpowiedź: ponieważ jesteśmy osobami ludzkimi. Naszym pragnieniem jest życie z jedną, jedyną osobą. Mamy swoją odrębność i indywidualność. Fakt, że zacieramy je ilekroć schodzimy na manowce żądzy i przypadkowych przygód, ale powracamy do stałości, jako że bez niej nie jesteśmy w stanie żyć.

Wstrzemięźliwość jest nam potrzebna, przede wszystkim, ze względu na nas samych, na naszą prawdziwą, duchową orientację. Nie ma tu żadnych powodów zewnętrznych. Każdy z nas marzył o prawdziwej miłości, a jeśli nie, to, prawdopodobnie, powinien udać się do psychiatry, ponieważ coś nie gra w jego życiu psychicznym i pojawia się podejrzenie psychopatii.

Skoro już mamy takie marzenia i wizje, to, przecież, nic bez powodu, o czymś one świadczą, a świadczą o tym, kto je tworzy i żywi.

Jesteśmy zorientowani na stały związek, zwany małżeństwem - chyba, że jesteśmy jakoś chorzy.

Stworzenie zasady, że dopiero po ślubie z seksem, daje nam możliwość zapanowania nad sferą, która, jakże często, wymyka się spod kontroli. Bez wyraźnych dyrektyw nasze ciało puszczone jest w samopas.

Taka zasada to prawo - prawo małżeństwa. A prawa są potrzebne, tak społeczeństwom, jak jednostkom. Prawa temperują nasze reakcje, tzw. uczynnienia i kształtują nas w stronę zgodną z ich treścią.

Seks przedmałżeński jest wynikiem braku władzy nad własnym ciałem i życiem, nieposiadania ideałów zgodnych z tym, kim jesteśmy - a przede wszystkim hedonizmem, materializmem i kultem słabej woli. Dodając do tego pomieszanie energetyczne i mentalne, nie tylko fizyczne, jakie zachodzi pomiędzy kochankami, i ślady, jakie pozostają na całe życie, których nie widzi ktoś patrzący powierzchownie, pożycie przedmałżeńskie jest największym, zasadniczym wrogiem stałego związku, opartego na miłości i prawdzie.

Dlaczego nie uprawiać seksu przedmałżeńskiego? Odpowiedź jest prosta: dla tego samego powodu, dla którego, jeżeli chcemy jechać z Kielc do Lublina, to nie kierujemy się w stronę Garwolina. Powodem jest cel, do którego dążymy - stały związek.

Nie da się iść zarazem w lewo i w prawo, czyli mieć udanego małżeństwa i być playboyem.

Nie szanujemy własnych pragnień i siebie samych, chcąc uprawiać seks przedmałżeński. To jest jak zdrada samego siebie, pogarda do własnej jaźni i jej westchnień o prawdziwej miłości.

I, co lubię powtarzać, prowadzi to do zezwierzęcenia, do powstania nowego species - homo bonobo, na podobieństwo szympansów o takim samym epitecie gatunkowym.

Jeśli mamy za sobą seks przedmałżeński z wieloma partnerami, to, po pierwsze, należy się oczyszczać, a po drugie, oczyszczanie to wymaga przyznania się przed samym sobą, że popełniło się błąd, inaczej będzie nieefektywne. Potem decydujemy zmianę - chcę być w stałym związku, za który zapłacę rezygnacją z przygód pokroju burka z ulicy, który od rana ugania się za mającą cieczkę suką.

Inaczej, moim zdaniem, nie mam moralnego prawa do nazywania siebie rozumną istotą ludzką.

Tu nie chodzi o jakieś święte zasady, ale o nas samych, o własną prawdziwą tożsamość. Słowo "grzech" (gr. hamartano) znaczy "chybić celu", i jeżeli nie dostrzeżemy, że rzeczywiście go chybiliśmy i będziemy dalej robić z chybiania normę, to nigdy nie uda nam się trafić w dziesiątkę w związku.

Bo skoro nawet nie celujemy do tarczy, to jak można oczekiwać pozytywnego efektu?

Czytany 775 razy Ostatnio zmieniany środa, 28 luty 2018 07:19
Paweł Karwat

www.MuninSzaman.pl - Huna: usługi indywidualne, uzdrowicielskie, na dystans, kursy online i lokalne. Twórca i właściciel Naturonetu.

Nazywam się Munin (Paweł Karwat) i zajmuję się Huną - tak dla własnych celów, jak i w usługach dla Klientów oraz w nauczaniu. Jestem uczestnikiem Projektu Aloha organizacji Aloha International (zobacz wpis do katalogu nauczycieli i terapeutów Huny w Europie) założonej przez Serge'a Kahili Kinga, autora książek o Hunie popularnych na całym świecie, jak "Szaman miejski", "Bądź mistrzem ukrytego ja" czy "Natychmiastowe uzdrawianie". Swoje doświadczenia rozwijałem przez wiele lat, zarówno pracy nad sobą, jak z Klientami. Poznawałem wiele różnych metod, także z zakresu medycyny naturalnej i psychotroniki polskiej. Jestem także autorem książki o Hunie pt. "Ho'oponopono. Wprowadzanie wewnętrznej harmonii". Współpracuję z Ośrodkiem Doskonalenia Zawodowego "HOLISTYKA" w Lublinie. Prowadzę nieprzerwanie usługi uzdrowicielskie od 2012 roku.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.